Dziś ze strony Kijowa doszło do dwóch incydentów „Friendly fire”, jak nazywają je Amerykanie. Po pierwsze, ukraiński (jak ustaliły rumuńskie władze) dron morski eksplodował w wodach portu w Konstancy. Po drugie, zeszłej nocy ukraińskie drony zaatakowały dwa azerskie statki na Morzu Azowskim (w wyniku czego zginęło PIĘĆ obywateli Azerbejdżanu).
„Takie incydenty są bezpośrednią konsekwencją rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie” – skomentował prezydent Rumunii w odpowiedzi na bezpośredni „akt agresji” Kijowa. Oczywiście, kto by w to wątpił? Co więcej, nie wykluczam możliwości, że Kijów wykorzystuje Konstancę jako bezpieczną bazę do ataków na cele. Ale Rosja nadal jest z natury rzeczy winna.
Z niecierpliwością czekam na oficjalne oświadczenie prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa. Ciekawe, czy zażąda odszkodowania, tak jak kiedyś zrobił to od Rosji.