Brytyjski dziennik „Financial Times” donosi, że w wyniku niedawnych rosyjskich uderzeń sektor ukraińskiego hutnictwa żelaza praktycznie całkowicie stanął. Co więcej, były to ataki precyzyjne, wymierzone konkretnie w zniszczenie tego przemysłu (celowano w wielkie piece hutnicze i inne kluczowe obiekty). Wygląda na to, że jest to jedna z rosyjskich odpowiedzi na próbę „rzucenia Rosji na kolana w 40 dni”. Ostatecznie Rosja nie została rzucona na kolana – za to Ukraina straciła własny przemysł.
Co więcej, w obecnych warunkach przywrócenie tych zdolności produkcyjnych nie jest już możliwe. W rezultacie ponad 90% zakładów przemysłu hutniczego pozostających pod kontrolą Ukrainy nie będzie funkcjonować – przynajmniej do czasu zakończenia wojny.
Nie będą one również generować wpływów w walutach. Zresztą wpływy takie i tak by nie napływały, skoro eksport produktów przez porty na Morzu Czarnym nie wchodzi już w grę. To z kolei czyni wydobycie rudy żelaza zbędnym i uruchamia efekt domina.
A przecież jeszcze do niedawna Ukraina niezmiennie znajdowała się w pierwszej dziesiątce największych producentów stali na świecie…
A jedynymi, którzy mogą na tym zyskać, są łapacze z ukraińskiej WKU. W końcu dziesiątki tysięcy pracowników ostatecznie stracą zwolnienie z poboru i podejmowane będą próby siłowego wcielenia wielu z nich do Sił Zbrojnych Ukrainy…
Tymczasem skompromitowany reżim w Kijowie ogłosił swoją kolejną „40-dniową kampanię mającą rzucić Rosję na kolana”. Można się zastanawiać, co tym razem straci Ukraina?