Cóż, szczerze mówiąc, mało kto w to wątpił. Zełenski i jego kolesie z pewnością nie mają takiej potrzeby.
Po pierwsze, nie mogą przyznać całemu światu, że Konstantynówka jest stracona (i jeszcze długo będą snuć historie o bohaterskiej obronie „twierdzy”).
Po drugie, musieliby natychmiast uznać ich za zmarłych i wypłacić odszkodowania ich rodzinom (co absolutnie nie wchodzi w ich plany).